Cierpienie wymaga większej odwagi niż śmierć, czyli krótka lekcja jak zabić w sobie tchórza. Recenzja filmu „Chemia”

06/02/2016 - 13:45

Ciężko zabrać się za opisywanie filmu, który powstał z potrzeby serca. Do finalnego efektu należy podejść z ogromną wrażliwością i wyczuciem co do odczuć reżysera. Film jest subiektywnym odbiorem przeżyć jakich doświadczył wraz z żoną Magdą. Recenzje czysto krytycznie oceniające scenariusz, montaż czy scenografię pozostawiamy innym. My z kolei postanowiliśmy zając się… duszą. Cięzko trafić na osobę, która o filmie nie słyszała. Wiele osób pojawiło się w kinie. Zdarzali się i tacy, którzy film widzieli nie jeden a nawet kilka razy. Dla wszystkich tych, którzy chcą przeżyć film ponownie, ale przede wszytskim dla tych, którzy nie odwazyli się pójść na seans do kina, chcemy podjąć temat filmu ponownie. Przede wszytskim dlatego, że porusza niesamowicie ważne aspekty zmagania się z choroba, przeciwności jakie można napotkać. Okazja jest także premiera filmu na DVD, która miała miejsce 1lutego. Z tej przczyny recenzja, a także konkurs, w którym do wygrania mamy dlaPaństwa płytę z filmem DVD, ale o tym opowiemy wkrótce.

Początek filmu wprowadza nas w przecudowny czas rozkwitu uczucia. Jest miejsce na szaleństwo, nieokiełznane emocje, a przede wszystkim na miłość. Być może z tego powodu, wiele osób uważa, że jest to tak cukierkowa wizja, że wręcz odrealniona i trudna do uwierzenia. Zabieg bądź co bądź, z mojej perspektywy udany, bo czymże jest zakochanie jak nie szaleństwem, lekkim błazeństwem i brakiem racjonalnego myślenia? Ba, zachowania nawet? Oczywiście ten okres nie trwa wiecznie. Psychologowie twierdzą, że okres zauroczenia trwa od pół roku do dwóch lat – średnio. Rekordowicze dotrwają nawet czterech. Życie samo pisze scenariusze i żadna statystyka mu nie przeszkodzić mieszać szyków. Nie wszystkim dane jest nacieszyć się szczęściem beztroski choćby i miesiąc. I tak masz miłość, chcesz iść krok dalej, bo czemu nie skoro cały świat stoi otworem. Zadajesz najważniejsze pytanie w życiu mężczyzny i dopada Cię strzała rzeczywistości gorszej niż mógłbyś przypuszczać:

 

„Ja nie mogę, a przede wszystkim nie chcę. Mam kogoś.”
„Kogo?”
„To jest taki jakby zwierzak. On jest wielki, nieprzewidywalny, czuje go głębiej."
„To czego ode mnie chciałaś, co?"
„Mam raka piersi. Prawej i lewej zresztą też.”

Wiadomoć o nowotworze jest szokująca. Jednak nie sama to, przeraża najbardziej. Benek – główny bohater filmu, jednocześnie pierwowzór Bartosza Prokopowicza – nie potrafi zrozumieć czemu Lena nie chce się leczyć. Jest to dlaniego zupełnie niezrozumiałe, jednak stara się uszanowac jej decyzje. Ciężko cieszyć się życiem, kiedy nawet podczas ślubu trafia się do szpitala. Kiedy nosi się ze sobą brzemię po zmarłych na nowotwór rodzicach.
„Wyglądam na tchórza? No, a jestem. Cierpienie wymaga więcej odwagi niż śmierć.”

I tak natrafiamy w pierwszy powód dla którego postanowiliśmy przypomnieć nieco zakurzoną pozycję jaką jest „Chemia”. Sama walka z nowotworem to rzecz niezwykle trudna i wyczerpująca. Wręcz nie do wyobrażenia jest stan, kiedy taką walkę stoczyć musi kobieta w ciąży. Z tchórza, który tak boi się cierpieć, że woli umrzeć, zamienia się w lwicę, która nie zawaha się przed niczym, aby tylko móc urodzić zdrowie dziecko. Fundacja Magdy „Rak’and’Roll” prowadzi kampanię „Boskie Matki”. Nagłaśnia tę kwestię, dzięki czemu wiele kobiet ma gdzie szukać pomocy. W filmie przedstawione zostały dialogi z lekarzami, które znane są doskonale niejednej ciężarnej walczącej z rakiem. Okazuje się, że przeciwnikiem poza chorobą są tez często lekarze.

„Ciąża i chemioterapia nie idą w parze. Aborcja i chemioterapia to jakoś rokuje.”
„Rak? Rodzić? Niech Pani weźmie chemię w pierwszym trymestrze, samo zginie.”
„Tu nie ma takiego dylematu nawet. Ciąża tylko przyspieszy rozwój nowotworu, którego się Pani – przez chwilę matko – nie leczyło. A poza tym – matki nie powinny być martwe.”


Magda po raz pierwszy wprowadziła temat ciąży i raka do przestrzeni publicznej. Po własnych doświadczeniach, walce o możliwość leczenia onkologicznego i zachowania ciąży, głośno mówiła o tym, że „z rakiem można żyć, a nawet dawać życie”. Zarówno w filmie jak i w prawdziwym życiu, na świat przyszły zdrowe dzieci. Misja jaką szerzyła Magda trwa do dziś. Być może wiele się zmieniło od czasu kiedy sama stawała przed takim dylematem. Do dziś jednak zdarzają się takie sytuacje kiedy kobiecie nie pozostawia się wyboru. Warto wiedzieć, że są ludzie, są lekarze, którzy są w stanie pomóc nawet w tak ciężkich sytuacjach. Mają też z pewnością więcej empatii, niż zacytowani powyżej Państwo.

 

Nie sposób przejść obojętnie obok niesamowicie ważnego elementu jakim jest muzyka. Zespół Mikromusic, został poproszony przez Bartka Prokopowicza o napisanie piosenki do filmu. Utwór "Niemiłość" był bowiem jej ulubioną piosenką. "Z jednej zrobiło się dwie, potem cztery, aż zrodził się cały soundtrack" mówi Natalia Grosiak, wokalistka zespołu. Płyta nosi tytuł „Matki i żony”, jest do nabycia w każdym sklepie muzycznym. Nie jedna osoba, która relacjonowała swoje odczucia po filmie wspominała o muzyce. Słowa, melodie, które wypełniały salę kinową, wyciskały łzy nie mocniej niż same sceny. Byli i tacy, którzy od razu chcieli mieć tę płytę w domu. Piszę to z pełną świadomością, gdyż należę do osób które słuchają tej ścieżki do dziś. Przerosła nawet swoje zadnie i nie tyle co dopełnia fabułę, wręcz gra z nią na równym poziomie. Kompletnie niefortunnym pomysłem było obsadzenie wokalistki obok aktorów. Zabieg ten wprowadza konsternację i jest niepotrzebny. Są to jednak szczegóły, które całości przekazu nie powinny zaburzyć nawet najwytrawniejszym krytykom. Autor recenzji zwykle ma przywilej subietywnej oceny i może poczęstować czytelnika wybranym przez siebie kawałkiem opisywanego świata. Mikromusic wydało klip do piosenki "Dom", który stworzony jest  z kadrów z filmu. Dla wszystkich, którzy nie widzieli filmu, a zamierzają, polecamy jedynie sam dźwięk... Wszystkie przeżycia związane z mastektomią, z utratą włosów odegrane są prawdziwie i ujmująco. Agnieszka Żulewska, wcielająca się w postać Leny, otrzymała filmową Nagrodę im. Zbyszka Cybulskiego 2014/2015. Statuetka ta przyznawana jest młodym polskim aktorom, którzy zdaniem jury "wyróżniają się wybitną indywidualnością". Dla kontrastu warto przypomnieć kreację Penelope Cruz w filmie "Ma-ma". Najczęściej pojawiającym się zarzutem był ten, że po głównej bohaterce nie widać choroby. Nawet w etapie paliatywnej opieki wyglądała kwitnąco. W tym przypadku nie mamy prawa mieć takich obiekcji. Charakteryzacja i kreacja roli chorej na raka kobiety, wyszła Pani Agnieszce bardzo dobrze i przekonywująco. Być może ułatwi to widzom ten mały krok - uwierzyć i poczuć tę historię do końca.

Podsumowując film „Chemia” pokazuje dwa aspekty życia, od których nikomu nie da się uciec. Miłość i śmierć. Sama choroba nowotworowa przyliża nas nieuchronnie do grancy życia i śmierci. Kiedy w tym wszystkim jest jeszcze miłość, będzie to dla niej niesamowicie trudny czas. Nikt nie obieca, że wyjdzie się z tego obronną reką. Nikt nie powie, że „damy radę” jak lubił mawiac w filmie Benek. To co najważniejsze, czego film uczy na pewno to zabijanie w sobie tchórza: „To jest rak, a my mamy z nim wojnę. A na wojnie dezercja jest karana śmiercią.” Nie można uciec od walki. Można przegrać, za to nigdy nie można poddawać się bez próby zwyciężenia. Być może będzie trzeba zrobić zapasy dla rodziny przed śmiercią, żeby lodówka nie była pusta. Być może nawet, wytłumaczyć dziecku, że tata będzie miał kiedyś nową żonę. Być może. Nikt nie powie nam jednak, że z wojennymi ranami, nie będziemy tych zapasów pakować na siłę do plecaka zbuntowanemu wnukowi, którego dzieci podrzuciły do nas na tydzień. Prawda?