Jak pogodzić się ze stratą i żyć dalej?

Uciekamy przed przykrymi uczuciami, przez co nie możemy rozpocząć procesu pracy żałoby. Ucieczka od niej jednak nie istnieje. Jak więc przeżyć stratę bez bólu? Nie da się. Nie ma na to leku i nie da się sprawić żeby nie bolało. Jednak każdy ból ma swój koniec. A z końcem, jest czas na nowy początek.

Jak pogodzić się ze stratą i żyć dalej? Gdybyśmy sami mogli decydować o swoim życiu, nigdy nie pozwolilibyśmy sobie na śmierć. Naszą i naszych najbliższych. Człowiek dąży do wieczności. Wchodząc w relację, chce aby trwała wiecznie. Kiedy zaprzyjaźniamy się z kimś, marzymy o tym żeby ta osoba była przy nas zawsze kiedy potrzebujemy. W momentach szczęścia myślimy „chciałbym żeby ta chwila trwała wiecznie”. Ile razy zdarzyło nam się zapytać ukochaną osobę „Czy będziesz ze mną już zawsze?” Otrzymanie potwierdzenia sprawia, że czujemy się bezpiecznie. Do pełni szczęścia człowiek potrzebuje poczucia bezpieczeństwa, równowagi psychicznej, zadowolenia z życia i osiągnieć. Aby móc odczuwać te wszystkie stany człowiekowi niezbędne jest poczucie, że kocha i jest kochany. W momencie starty świat przestaje być miejscem bezpiecznym. Utrata tego przekonania napełnia nas lękiem i strachem przed nowymi doświadczeniami. Często pojawiają się wyrzuty sumienia o to jak traktowaliśmy osobę, która odeszła. Ile rzeczy mogliśmy zrobić inaczej, ile słów nie wypowiedzieć, a jakich było za mało. Uciekamy przed przykrymi uczuciami, przez co nie możemy rozpocząć procesu pracy żałoby. Ucieczka od niej jednak nie istnieje. Jak więc przeżyć stratę bez bólu? Nie da się. Nie ma na to leku i nie da się sprawić żeby nie bolało. Jednak każdy ból ma swój koniec. A z końcem, jest czas na nowy początek.

„Dobrze, że boli”
Szukając pomocy, chcemy jak najszybciej złagodzić ból, który nie daje nam funkcjonować. Pomocą jakiej oczekujemy w takim stanie jest działanie skuteczne, aby jak za pomocą czarodziejskiej różdżki wszystko co złe nagle zniknęło. Najlepiej tak szybko jak to tylko możliwe. Tylko rzadko kiedy zdajemy sobie sprawę, że nie ma innego leku niż czas. W naszej kulturze, przyjęła się zasada rocznej żałoby. Jest to słuszne podejście i nie zrodziło się przypadkowo. Cykl życia trwa rok. Kiedy byliśmy z kimś związani przez wiele lat, musimy na nowo przeżyć pierwszą jesień. Pierwsze spadające liście, pierwsze przemoczone buty i szare poranki. Musimy nauczyć się cieszyć z pierwszego śniegu i świąt wśród najbliższych, mimo braku tej jednej wyjątkowej osoby. Czas kiedy wiosna budzi świat do życia, kiedy letni powiew wiatru sprawia, że chce się żyć. Jak mam cieszyć się z czegokolwiek kiedy zostałem sam?  Przeżywanie bólu po startach emocjonalnych jest podstawą naszej egzystencji. Nasz świat rozpada się na kawałki, i tylko od nas samych zależy czy uda nam się poskładać mądrze od nowa. Nieprzypadkowo kolorem żałobnym jest czerń. Jest ona znakiem, że dana osoba przechodzi przez trudny czas i należy dać jej spokój i przestrzeń, aby mogła zająć się wyłącznie sobą.

Czym jest praca żałoby?

Jest to czas, w którym człowiek musi mierzyć się z rzeczywistością, której nie akceptuje i która wydaje się nie do zniesienia. Wielokrotnie najtrudniejsze wydaje się pogodzenie z świadomością, że drugiej osoby już nie ma. W takich chwilach nie pomaga zwykle świadomość, że prawie każdy człowiek przechodził przez podobne piekło. Nie pomagają zapewnienia, że z czasem będzie bolało mniej i wszystko się ułoży. Warto jednak otwierać się na doznania innych i czerpanie z nich mądrych rad. Układanie siebie od nowa, może wtedy przebiegać szybciej, bardziej świadomie. Dlatego przydatne będą rozmowy z osobami, które mają ten okres za sobą. Joan Didion napisała książkę „Rok magicznego myślenia”, która jest zapisem myśli i działań autorki w okresie, który nastąpił po śmierci męża i w trakcie ciężkiej choroby córki. Opisała w niej proces dochodzenia do siebie po największej stracie jaka może się zdarzyć. Mąż był bowiem najdroższym człowiekiem, który miał być przecież zawsze.
"Życie zmienia się szybko. Życie zmienia się w jednej chwili. Siadasz do kolacji i życie, jakie znasz się kończy. Pozostaje kwestia żalu na sobą."

Ogromną wartością książki jest świadectwo długiej drogi jaką trzeba przejść, żeby finalnie dojść do akceptacji zrozumienia nieodwracalności pewnych zdarzeń. Przede wszystkim do akceptacji. Nie była to jednak droga łatwa. W noc po śmierci męża, Joan uparła się, że będzie siedzieć samotnie w domu, bo „on może wrócić w każdej chwili”. Nie chciała przeczytać nekrologu, gdyż musiałaby się zmierzyć z faktem, że on naprawdę umarł. Wiele miesięcy po śmierci, nie wyrzucała jego rzeczy, gdyby miały się przydać kiedy ponownie zawita w ich domu. Takie wyparcie jest na początkowych etapach czymś normalnym. Wręcz zbawiennym, gdyż nadmiar trudnych emocji mógłby okazać się nie do udźwignięcia. Musimy jednak wiedzieć, że funkcjonowanie w złudzie nie skończy się dobrze. Nie będziemy mogli dostosować się do prawdziwego życia jakie jest przecież tu i teraz. Nikt nie może żyć tym co było kiedyś, ani marzeniami o przyszłości, ponieważ nie są to rzeczy realne. Owszem można żyć pod znieczuleniem wyparcia. Przecież nie boli kiedy nie przyznam przed samym sobą, że to się stało. Ale ból musi się pojawić i jeśli go nie przeżyjemy, pozbawimy się doświadczania życia a także narażamy się na ogromne ryzyko. Kumulowany wiele lat ból wypłynie w formie depresji. Zaatakuje nas ze zdwojoną siłą. A przede wszystkim nie przyniesie nic pozytywnego, ani dla nas, ani dla naszych najbliższych, dla których przecież jesteśmy tu i teraz najważniejsi. Tak samo jak osoba, która straciliśmy kiedyś była dla nas. Freud napisał w swoim artykule „Żałoba i melancholia”: wydaje się być normalnym, że ostatecznie respekt przed rzeczywistością odnosi zwycięstwo.

Co nas blokuje przed zrobieniem kroku naprzód?

Wspomnienia. Obecność tego co w życiu przeżyliśmy, jak migawki filmu przewijają nam się przed oczami obrazy wspomnień tego co było. Co przeżyliśmy wspólnie, jak spędzaliśmy czas, nawet te gorsze chwile. Są stale obecne w naszej pamięci. Czujemy się zobowiązani do pamiętania, gdyż "jakim człowiekiem byśmy byli zakopując te wspomnienia?", prawda? Jedyną drogą do życia całą jego pełnią jest budowanie nowych wspomnień. Opływając jedynie w stare, nie mamy czasu, siły i chęci do tworzenia nowych. Uciekamy więc przed sobą. Taka droga zaprowadzi nas do stagnacji, rezygnacji i coraz większego skupiania się na bólu.

Przywiązanie. Wszystko czego doświadczyliśmy związane jest z uczuciami. Miejsca w jakich przebywaliśmy, przedmioty jakimi się otaczaliśmy. Aby ruszyć naprzód warto zaburzyć porządek jaki panował. Warto stworzyć sobie miejsce na nowe doświadczenia. Nikt nie każe nam pozbywać się wszystkich śladów przeszłości. Relacje jakie budujemy z drugim człowiekiem są bardzo silne. Szczególnie kiedy łączą nas trudne chwile, jakie razem przeżyliśmy. Kiedy czas w jakim mieliśmy okazję być razem to nie parę chwil a wiele lat. Z czasem jednak, nawet najsilniejsze uczucia, które teraz mają ogromną siłę, bez możliwości odświeżania i tworzenia nowych, zamienią się w tlące się lekko wspomnienia. To jest bardzo dobre. Dzięki temu możemy ruszać naprzód bez zbędnych wyrzutów sumienia. Nikt nie powinien winić nas za życie, tak jak nikogo nie możemy obwinić za śmierć.

Niedokończone plany i założenia. Mieliśmy przecież tyle planów, tyle marzeń. Być może niektóre zaczęliśmy realizować i nie udało się ich doprowadzić do końca. Na wiele zawsze brakowało czasu, pieniędzy czy chęci. A teraz nie możemy cofnąć czasu. Jeżeli nie mamy takiej mocy, a nie mamy, musimy zbudować nowe. Mamy ogromną wiedzę, której brakowało nam wcześniej. Wiemy, czego żałujemy najmocniej, a co lepiej, że się nie zrealizowało. Być może niektóre trzeba będzie przeformułować, inne po prostu stworzyć od nowa. Jednak wciąż mamy przed sobą możliwość aby tego dokonać i warto z niej korzystać. Budowanie celów, do których można dążyć, zmusza nas podświadomie do działania. Daje ogromną siłę i wolę walki.

Żal i smutek na niesprawiedliwość świata. Każdy z nas zdaje sobie sprawę, że nie jesteśmy nieśmiertelni. Jednak strach przed śmiercią sprawia, że nie bierzemy tego faktu pod uwagę. Staramy się na co dzień o tym nie myśleć i nie poruszać tych tematów. Planujemy życie nie biorąc pod uwagę faktu, że w każdej chwili może się ono skończyć. Nawet jeśli odejście bliskiej osoby zraniło nas do żywego, musimy wiedzieć, że takie jest właśnie życie. Śmierć jest wpisana w cykl życia i jest jego nieodzowną częścią. Póki więc żyjemy, powinniśmy czerpać z życia pełnymi garściami, bo prawdziwe życie jest tu i teraz. Pogrążanie się w złości na niesprawiedliwość nie da nam szczęścia. Odbierze nam jednak wiele pięknych chwil i możliwości.