ONKOSTORY: AGNIESZKA GOŚCINIEWICZ

23/06/2016 - 12:00
Mam raka, ale to nie znaczy że nie mogę prowadzić życia, takiego jakie chcę, czyli życia z pasją i życia, w którym stawiam sobie wyzwania, na które przed chorobą zwyczajnie nie było czasu. Po leczeniu, okazało się że ten czas się znalazł i chcę go dobrze wykorzystać.

Kolejną bohaterką naszego cyklu OnkoStory jest Agnieszka Gościniewicz. Pani Agnieszka była w ubiegłym roku również Gościem Onkoline: http://onkoline.pl/onkorejs-pani-agnieszka-gosciniewicz, a także gościem naszych warsztatów psychoonkologicznych dla osób chorujących i wspierających "Nie jesteś tylko chorobą": http://onkoline.pl/warsztat-psychoonkologiczny-nie-jestes-tylko-choroba 

Ma za sobą nowotwór piersi. Po zakończonym leczeniu usłyszała od lekarzy, że ma żyć „normalnie”. Szukając swojej definicji tego słowa, jak sama mówi, postanowiła powrócić  do biegania, chodzenia po górach, bo były to jej pasje. Postanowiła jednak zrobić też więcej. Popłynęła rok temu z Onkorejsem: „Zawsze gdzieś chodziło mi po głowie żeglowanie. Jest na świcie kilka miejsc do których chciałabym dopłynąć. Chciałabym połączyć żeglarstwo z propagowaniem idei, że ludzie chorzy onkologicznie to pełnowartościowi ludzie, którzy chcą żyć, realizować swoje marzenia i pokazywać innym że takie właśnie życie można prowadzić. Jeżeli dzięki moim działaniom choć jedna chora osoba zrozumie że rak to nie wyrok, że można z nim żyć aktywnie i z pasją – to jest to coś co chcę robić przez resztę mojego życia. Chcę biegać, chodzić po górach, chcę żeglować, bo pomimo braku jednej piersi, nadal jestem normalną kobietą”.

Pani Agnieszka od dwóch prowadzi także bloga, w którym opisuje swoje wyprawy morskie z Grupą Żeglarską ONKO-SAILING, refleksje i przemyślenia zarówno będące wspomnieniami dotyczącymi leczenia, skutków ubocznych leczenia, przemyśleń po zakończonej terapii. Jej wpisy są udostępniane i komentowane przez wiele kobiet, które pisząc i szukają u niej wsparcia, otuchy i zrozumienia. Nie jest niczym dziwnym, że osoba która przeszła to samo co my, najlepiej potrafi trafić do serc i rozumów. Zapraszamy na bloga Agnieszki:  http://biegne-z-rakiem-przez-zycie.blog.pl/ Być może znajdą Państwo odpowiedź na pytanie, które od dawna nurtuje, bądź poznacie inny punkt widzenia. 

Poprosiliśmy też o kilka słów od siebie dla czytelników. Zamieszczamy tekst bez edycji i przeróbek z zachowaną oryginalną treścią:

Jestem taką zwykłą, normalną kobietą która przez wiele, wiele lat prowadziła takie zwykłe, normalne życie. Praca, dom, dwoje dzieci i zawsze permanentny brak czasu dla siebie. No bo przecież tyle jeszcze trzeba zrobić. Kilka lat temu w ramach zrobienia czegoś dla siebie zaczęłam biegać. Najpierw tak rekreacyjnie dla siebie, a po kilku miesiącach zaczęłam biegać coraz dłuższe dystanse. Po roku pobiegłam w pierwszym tak zwanym biegu masowym na 10 km. Później było tych biegów coraz więcej – były też półmaratony a w 2012 roku przebiegłam Maraton Warszawski. I biegałabym dalej gdyby w moim życiu nie pojawił się pasożyt. Nigdy nie przypuszczałam że rak dopadnie mnie i sprawi, że moje życie tak bardzo się zmieni. Niestety, w mój poukładany świat zawitał pasożyt. To było w sierpniu 2013 roku. Natychmiast rozpoczęłam leczenie. Miałam to szczęście, że trafiłam na bardzo dobrych lekarzy w CO przy ul. Wawelskiej w Warszawie. Mój Najlepszy Pan Doktor Radosław Samsel – chirurg onkolog i Pani Doktor Agnieszka Kolasińska-Ćwikła, która przeprowadziła mnie przez całą chemię i radioterapię. Oboje zawsze mieli dla mnie czas, zawsze cierpliwie odpowiadali na moje może czasem dziwne i nie najmądrzejsze pytania. Zawsze skrupulatnie wyjaśniali na czym polegało leczenie, jak miała przebiegać operacja, czego mogłam się spodziewać i na co zwracać uwagę. Wszystkim życzę takich lekarzy i takiej opieki jaką miałam ja. I mam nadal, bo przecież nadal jestem ich pacjentką, a Wawelska to takie miejsce do którego będę wracać już do końca życia.

Kiedy zakończyłam pierwszy etap leczenia w wakacje 2014 roku, usłyszałam od moich lekarzy, że mam żyć „normalnie”. Wtedy właśnie uświadomiłam sobie jak wiele znaczeń ma to słowo i zaczęłam szukać mojej własnej definicji „normalności”. Mam raka, ale to nie znaczy że nie mogę prowadzić życia, takiego jakie chcę, czyli życia z pasją i życia, w którym stawiam sobie wyzwania, na które przed chorobą zwyczajnie nie było czasu. Po leczeniu, okazało się że ten czas się znalazł i chcę go dobrze wykorzystać. Wróciłam do biegania, bo to była taka moja prawdziwa pasja zanim zachorowałam. Wróciłam też do chodzenia po górach, po wysokich górach. Cztery miesiące po operacji pojechałam w Tatry. Najpierw poszłam na Czerwone Wierchy, potem był Zawrat i Świnica. Trochę się bałam ze względu na moją niepełnosprawną rękę, ale dałam radę. Miesiąc później weszłam na Gerlach z ludźmi z Fundacji Pokonaj Raka, a później były Rysy i jeszcze kilka innych szczytów. W planach mam jeszcze sporo z nich i to nie tylko w Tatrach, ale i w wyższych górach nie tylko Europy. Zaczęłam też udzielać się w różnych fundacjach które pomagają osobom chorym na raka, bo jeszcze w trakcie leczenia obiecałam sobie, że jak uporam się choć częściowo ze swoim pasożytem, to muszę z niego wyciągnąć coś dobrego, nie tylko dla siebie ale też i dla innych. Od jakiegoś czasu twierdzę, że jeżeli człowiek stanie krawędzi życia i uda mu się z tej krawędzi zejść po właściwej stronie, to życie będzie już zupełnie inne. Dokładnie tak było ze mną. Nie wiem ile tego życia jeszcze przede mną zostało, ale to co zostało chciałabym dobrze wykorzystać. I właśnie w ramach stawiania sobie nowych wyzwań pojawił się w moim życiu OnkoRejs, bo od bardzo dawna żeglowanie gdzieś chodziło mi po głowie. Jest na świcie kilka miejsc do których chciałabym dopłynąć. Ale przede wszystkim, chciałabym połączyć żeglarstwo z propagowaniem idei, że ludzie chorzy onkologicznie to pełnowartościowi ludzie, którzy chcą żyć, realizować swoje marzenia i pokazywać innym że takie właśnie życie można prowadzić. Jeżeli dzięki moim działaniom choć jedna chora osoba zrozumie że rak to nie wyrok, że można z nim żyć aktywnie i z pasją – to jest to coś, co chcę robić przez resztę mojego życia.

Chcę biegać, chodzić po górach, chcę żeglować, bo pomimo braku jednej piersi i pomimo tej mojej niepełnosprawności nadal jestem normalną kobietą – i o tym piszę na swoim blogu: http://biegne-z-rakiem-przez-zycie.blog.pl/

Agnieszka jest także jedną z uczestniczek i twarzy programu iPoRaku zorganizowanego przez znakomitą Fundację Rak'and'Roll: "Widząc, że brakuje systemowych rozwiązań dla takich pacjentów, postanowiliśmy uruchomić program iPoRaku, który zapewni kompleksową pomoc ozdrowiałym chorym i będzie na tyle elastyczny, aby zaspokoić ich najważniejsze potrzeby, a tym samym pomóc im wrócić na stronę życia." Zdjęcia, których użyliśmy (fot. Daria Matczuk), pochodzą z sesji na rzecz programu, o którym więcej mogą Państwo dowiedzieć się pod tym linkiem: http://www.raknroll.pl/rusza-program-iporaku/

Zachęcamy do dzielenia się z nami swoimi osobistymi historiami, a także wszystkim tym, co chcieliby Państwo przekazać innym. Wszystkie listy, maile i treści, prosimy przesyłac na adres: info@onkoline.pl