"Przegrał walkę z rakiem" najgorszym określeniem?

Pozostawmy będąc zdrowymi chorym osobom pole do określania siebie jako walczących, bądź chorujących. Nie zakładajmy z góry, że każdy chory toczy bitwę, będąc świadomym wygranej lub przegranej, Oczywiście, każdy z nas lubi wygrywać. Kiedy napisalibyśmy nagłówek "wygrał walkę z nowotworem" prawdopodobnie nie spotkalibyśmy się ze złym odbiorem. Pamiętajmy jednak, że PRZEGRANA to słowo pejoratywne, klasyfikujące do danej grupy. Może oznaczać, że ktoś był gorszy, mniej się starał, miał mniej siły.

Czy ktokolwiek z nas, zastanowił się choć na chwilę nad tym, jak sam język buduje emocje wokół jakiegoś tematu? Niejednokrotnie mamy okazję natknąć się na sformułowania typu: "Przegrał walkę z nowotworem", "Po długiej i ciężkiej walce z rakiem płuc, odszedł nasz wspaniały przyjaciel". Takie sformułowania czytujemy zarówno w nekrologach, ale także w nagłówkach gazet i newsów w popularnych serwisach internetowych. Kiedy odchodzi znana osobistość, osoba która jest popularna, media nie omieszkają zawiadomić o tym fakcie społeczeństwa. To na co możemy wrócić uwagę już na pierwszy rzut oka to sposób wypowiedzi. Oczywiście, nie mamy wątpliwości, że media żyją chwytliwymi hasłami, które przyciągają uwagę czytelników. Największym problemem jest jednak to, że sposób w jaki media czy po prostu my ludzie zawiadamiamy o śmierci bliskich nam osób, wywołuje wiele żalu i pretensji. Najczęściej osób, które same chorują, bądź znają osobiście chorych.

"Przegrał walkę z nowotworem" - co złego jest w tym niefortunnym sformułowaniu? Tyle mówimy o tym, jak chorzy na nowotwory walczą. Walczą o życie, o zrozumienie. Kiedy chory jest w trakcie leczenia, nikt nie boczy się na sformułowania o "walce". Ba, spotyka się to z aprobatą społeczną, mówimy o bitwie z chorobą i wierzymy w zwycięstwo człowieka nad chorobą. Dlaczego w takim razie, kiedy ktoś umiera z powodu choroby nowotworowej, potrafimy wejść na wojenną ścieżkę z powodu podsumowania walki, określając ją jako przegraną?

Ogromny odsetek społeczeństwa piekielnie boi się chorób, które odznaczają się dużym ryzykiem śmierci. Nie ma co się dziwić, jest to przerażająca kwestia, o której staramy się na co dzień nie myśleć, abyśmy mogli cieszyć się życiem. Takich, których leczenie nie zawsze kończy się sukcesem, a ich specyfika nie jest do końca poznana. Choroby nowotworowe przerażają z powodu braku jednego skutecznego leku, który zagwarantuje zdrowie, przerażają ciągłą znikomą wiedzą na temat leczenia, a także trudnym i bolesnym czasem leczenia. Któż z nas boi się kataru czy anginy? Nikt, ponieważ doskonale wiemy, że prędzej czy później któryś z antybiotyków pozwoli nam wydobrzeć, a zachorowanie nie stawia nas przed strachem o własne życie. Dlaczego z takim dystansem podchodzimy do chorób psychicznych, nowotworów czy choćby HIV? Kojarzą nam się ze śmiercią. Gubimy racjonalizm. Niby słyszmy o tym, jak terapie stają się coraz skuteczniejsze, a długość życia chorego znacznie się wydłużyła. Posiadamy jednak w sobie strach. Ogromy, paniczny lęk przed śmiercią. Towarzyszy nam on od chwil samoświadomości i nie opuszcza nas na krok zarówno w chwilach największego szczęścia, jak i w chwilach rozpaczy. Boimy się tego co nieznane, a dla większości z nas, nowotwory to rzecz nieznana. Wiemy, że w naszych organizmach rozwijają się komórki, które potocznie zwiemy rakiem, które w ostateczności zabijając nas w krótszym lub dłuższym czasie, prawda?

Najważniejsze jest w tym sporze, między tym czy jest to złe sformułowania, a tym czy jest to docenienie starań zmagań z bardzo ciężką chorobą, jest nasze podejście. Dla jednych leczenie onkologiczne, będzie wielką walką o przetrwanie. Bez wątpienia tak właśnie jest. Walka z wymienioną już anginą to przyjęcie antybiotyku i odczekanie kilku dni, z perspektywą sukcesu. Nikt nie powie więc, że ktokolwiek wygrał walkę z anginą, gdyż brzmiałoby to co najmniej groteskowo. Nie ma zaś złudzeń, że nowotwór to wielka wojna. To choroba, której unikamy jak ognia. Nie konfrontujemy się z nią najczęściej do czasu, kiedy ktokolwiek z nas, bądź z naszych bliskich się z nią nie musi zmierzyć. Wiemy doskonale, że nie ma magicznego lekarstwa, które w odpowiedniej dawce, większej lub mniejszej, pozbawi nas problemu i zagwarantuje zdrowie. Zadziwiający jest więc fakt, jak z ogromną przychylnością podchodzimy do określania "walki z nowotworem", a jak ogromnie drażni nas określanie przegranej z nowotworem. Z logicznego punktu widzenia, powinniśmy reagować na to tak samo. Rzecz jest jednak bardziej skomplikowania.

Czytając spory na forach i rozmowy wśród chorujących, często można zauważyć podział co do odbioru tego sformułowania. Niektórzy stwierdzają, że w czasie choroby jest wiele walk, a to czy finalnie wygramy czy przegramy, nie wyklucza tego, że zmaganie z chorobą walką samą w sobie jest.

"To nie o granie chodzi... chodzi o tą walkę, o wiele bitew w trakcie całego leczenia, i o to czy doporowadzą Nas one ostatecznie do wygrania tej wojny... bo choroba nowotworowa to dla wielu piekło jakim jest wojna i dlatego uważam, że określenie WYGRAŁEM WALKĘ Z RAKIEM jest jak najbardziej adekwatne"

Więc... czemu "przegrał walkę z nowotworem" ma być mniej adekwatne?

"Ale przecież takich słów - "walka z chorobą" używają chorzy. A skoro "walka", to i "zwycięstwo", albo "porażka". A chorych raczej nie powinniśmy pouczać. Oni najlepiej wiedzą, czują jaka jest ich relacja z chorobą."

Tu jednak rzecz staję się najbardziej oczywista:

"Mnie również razi używanie frazy o przegranej walce z rakiem. Ani chory ani jego choroba nie są graczami. Stosując takie określenia sugerujemy, ze pacjent, który zmarł na raka jest kimś gorszym, niedostatecznie zdeterminowanym w walce o swoje zdrowie w porównaniu z tymi, którym udało się pokonać chorobę, stanąć na nogi, wyzdrowieć. A przecież są takie rodzaje choroby i okoliczności jej wykrycia, ze od początku wiadomo, iż śmierć pacjenta jest niemal pewna, niezależnie od woli życia jaka przejawia. Zbyt wiele czynników niezależnych od postawy chorego ma wpływ na wyniki leczenia, żeby mówić o jego przegranej w walce z choroba. A bycie przegranym ma wydźwięk pejoratywny, zakłada, ze człowiek do czegoś nie dorasta i nie zasługuje na cos z własnej winy."

Dlatego unikajmy tych sformułowań. Pozostawmy będąc zdrowymi chorym osobom pole do określania siebie jako walczących, bądź chorujących. Nie zakładajmy z góry, że każdy chory toczy bitwę, będąc świadomym wygranej lub przegranej, Oczywiście, każdy z nas lubi wygrywać. Kiedy napisalibyśmy nagłówek "wygrał walkę z nowotworem" prawdopodobnie nie spotkalibyśmy się ze złym odbiorem. Pamiętajmy jednak, że PRZEGRANA to słowo pejoratywne, klasyfikujące do danej grupy. Może oznaczać, że ktoś był gorszy, mniej się starał, miał mniej siły. Wiemy doskonale, że wiele z chorób nowotworowych, trawi nasze organizmy bez naszej wiedzy. Nie mamy czasu na zbiór broni czy obudowanie naszych fasad. W momencie, w którym słyszymy, że przegraliśmy walkę z czymś, co nas całkowicie zaskoczyło i nie dało nam szans na wyrównany pojedynek, z całą pewnością będziemy mieli pełne prawo do złości z zaistniałego fau pax językowego. Będąc po drugiej stronie barykady, pamiętajmy także, że nie każdy kto użył tego niefortunnego określenia chciał nas tym skrzywdzić, określenie to jak i wiele innych przeniknęło do naszego języka bardzo mocno i trudno jest całkowicie pozbawić ich występowania.