Wojciech Walczak - blog "Złap raka za jaja"

13/01/2016 - 13:00
"Żeby pomyśleć na koniec dnia, że jak się ma lepsze nastawienie niż gorsze, to jest dużo lepiej. Dużo lepiej jest znosić. Ja mam wrażenie, że rak nie lubi jak my się śmiejemy, on nie lubi naszego poczucia humoru. On by chciał żebyśmy mieli nos spuszczony, żebyśmy się zamartwiali, bo wtedy łatwiej jest nas dopaść."

Mieliśmy w tym tygodniu przyjemność gościć w charakterze Gościa ONKOline – Wojciecha Walczaka. Pan Wojtek założył bloga „Złap raka za jaja”, w którym opisał krok po kroku swój proces diagnozowania i leczenia nowotworu jądra. Udzielił również wywiadu „Chemia jest super, bo zabija raka”, który spotkał się z ogromnym zainteresowaniem.

Decyzja o założeniu bloga pojawiła się w trakcie chemioterapii. Jednak ze względu na samopoczucie, było to niemożliwe. "Nazwa „Złap raka za jaja” jest właśnie taka po to żeby mówić o tym co jest sednem wykrywania wczesnego nowotworów męskich, czyli łapaniem się za te nasze jaja i sprawdzaniem czy wszystko jest z nimi ok. U mnie okazało się w pewnym momencie, że jest coś nie ok. Jak się okazało, to że złapałem się za nie w odpowiednim momencie i że szybko dalej postąpiłem spowodowało, że nowotwór został wykryty w miarę szybko i obyło się tylko na usunięciu jednego jądra i dwóch cyklach chemioterapii, a mogło być gorzej.”

Chciałbym żeby ktoś kto wpisuje w google: rak, nowotwór, badanie, samobadanie, czy cokolwiek takiego, miał takie miejsce, z którego już się dowie czegoś. Aby ludzie poczuli się raźniej i nie czuli się tacy zagubieni.

Blogosfera staje się miejscem gdzie każdy temat został poruszony. Blogi o tematyce onkologicznej, stanowią źródło ogromnego wsparcia dla chorych. Wsparcia szukają w Internecie osoby, które zauważyły niepokojące objawy oraz chorzy podczas leczenia, szukający wskazówek jak polepszyć swoje samopoczucie. W tym obszarze znajduje się również cel bloga Pana Wojtka: „chciałbym żeby ktoś kto wpisuje w google: rak, nowotwór, badanie, samobadanie, czy cokolwiek takiego, miał takie miejsce, z którego już się dowie czegoś." Wspomina czas kiedy sam poszukiwał informacji, trafiając na same smutne strony, po lekturze których „czuł że zaraz umrze”. Właśnie dlatego postanowił, że pomoże innym osobom przekazać swoje doświadczenia "aby ludzie poczuli się raźniej i nie czuli się tacy zagubieni"

 

O Wojciechu Walczaku zrobiło się szczególnie głośno po wywiadzie, w którym pojawiło się zdanie „Chemia jest super, bo zabija raka”. Sam przyznaje, że przed terapią chemioterapia kojarzyła mu się z końcowym etapem leczenia raka, już u schyłku życia. Oczywiście nie oznacza to, że przeszedł chemię nad wyraz doskonale i nie rozumie co oznaczają skutki uboczne: „najgorsza była chęć wymiotowania. To znaczy budzi się rano człowiek i chce mu się wymiotować i tak jest do wieczora (…) w pewnym momencie stanąłem przed lustrem i przeczesałem swoje rzadziutkie włoski i zauważyłem, że zaczynają wypadać. I to był moment, w którym gdzie znowu pojawiły się łzy.” Pan Wojtek przyznaje, że jest z natury ciekawą doświadczeń osobą i każdy etap był dla niego doświadczeniem: co teraz się wydarzy? Mimo wielu trudnych chwil starał się nie poddawać, nie załamywać. Jego głównym przekonaniem było „Jestem pewien, że mi nic nie będzie.”

Na blogu przeczytamy słowa: „Dlaczego postanowiłem napisać o nowotworze i chemioterapii? Żeby wyrzucić to z siebie. I żeby pomóc innym, zarazić optymizmem i pokazać, że przechodzenie przez tę chorobę nie jest takie trudne.” Zapytaliśmy czy to w ogóle możliwe aby zachować optymizm podczas choroby nowotworowej: "To jest strasznie ciężkie, bo organizm mówi co innego, psychika mówi coś innego. To jest największa wartość tego optymizmu, że jesteśmy w stanie z tym walczyć." Dla każdego swojego czytelnika, który mierzy się z rakiem, Pan Wojciech ma życzenie: „Żeby pomyślał na koniec dnia, że jak się ma lepsze nastawienie niż gorsze to jest dużo lepiej. Dużo lepiej jest znosić, ale ja mam wrażenie, że rak nie lubi jak my się śmiejemy, on nie lubi naszego poczucia humoru. On by chciał żebyśmy mieli nos spuszczony, żebyśmy się zamartwiali, bo wtedy łatwiej jest nas dopaść.”

Serdecznie zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy. Niezwykle realnej, namacalnej i prawdziwej. Chciałoby się rzec "Mówię jak jest." Chwilę później warto zaczytać się w lekturze bloga: http://zlaprakazajaja.pl/

Żeby pomyśleć na koniec dnia, że jak się ma lepsze nastawienie niż gorsze to jest dużo lepiej. Dużo lepiej jest znosić. Ja mam wrażenie, że rak nie lubi jak my się śmiejemy, on nie lubi naszego poczucia humoru. On by chciał żebyśmy mieli nos spuszczony, żebyśmy się zamartwiali, bo wtedy łatwiej jest nas dopaść.

To jest strasznie ciężkie, bo organizm mówi co innego, psychika mówi coś innego. To jest największa wartość tego optymizmu, że jesteśmy w stanie z tym walczyć.